Witajcie, Molice i Mole!
Dziś przychodzę do Was z polską książką, napisaną przez Annę Kańtoch, autorkę przede wszystkim "Przedksiężycowych". Tego dowiedziałam się z tylnej strony okładki.
DLACZEGO JĄ KUPIŁAM?
Muszę przyznać, że oceniłam książkę po okładce, która jest naprawdę cudowna. Przedstawia dziewczynę z walizką, na jej rękach i nogach widzimy zadrapania i siniaki. W tle jest coś, co pozornie wygląda jak las, widzimy kryjące się tam dziwne stwory, jednak jest to nie las, lecz miejsce w klasztornym ogrodzie, w którym drzewa są uschnięte i panuje mrok. Anioły...
HEJ, ZARAZ, ZARAZ. JAKI KLASZTOR? JAKIE ANIOŁY? O CO CHODZI?
No, dobrze. Uchylę rąbek tajemnicy i powiem wreszcie, o co chodzi w tej książce?
Otóż główna bohaterka, Nina - ta z walizką, w wieku kilku lat, wraz ze swoim młodszym bratem, są świadkami zejścia na Ziemię... aniołów. Staje się bardzo pobożna. Wszyscy wierzący ludzie pomagali aniołom, które bezlitośnie tępiło UB. Niektórzy ryzykowali życie i przechowywali u siebie Skrzydlatych. Nina zawsze o tym marzyła, niestety jej ojciec nie za bardzo wierzył w Boga.
Właściwa akcja zaczyna się, gdy dziewczynka ma 13 lat. Nagle zostaje wezwana przez... anioła, by pojechała na wakacje do klasztoru niedaleko miasteczka Markoty. Jednak z pozoru zwykłe wakacje w towarzystwie innych dzieci okazują się być swego rodzaju próbą. Każdy z nich może być tajemniczym wybrańcem, który wraz z aniołami będzie walczył ze Złym. Jednak wszystko okazuje się być innne niż się wydaje. Anioły? Czy napewno? Co wyniknie z tego wszystkiego, dowiecie się, czytając książkę.
A CO O NIEJ SĄDZĘ?
Powiem szczerze, że po ciekawie zapowiadających się 350 stronach, po prostu zaczęła robić się nudna. Zakończenie trochę mi nie odpowiadało, wolałam raczej tylko posmak mrocznego klimatu. Moja ocena to, i tak zawyżone, 7/10. Wielbicielom horrorów z pewnością przypadnie do gustu.
CZY PŁYNĄ Z NIEJ JAKIEŚ WARTOŚCI?
Myślę że autorce oprócz mrocznej książki dla dzieci udało się napisać historię mniej straszną. Pokazała, jak ważna w życiu jest współpraca, że pozory często mylą, i że trzrba uważać z wyobraźnią. To ostatnie tyczy się niejakiej Maury, ale je raczej nie lubię powstrzymywać wspomnianej wyobraźni. To wszystko oplecione gałęźmi drzew z Diabelskiego Kręgu
OGÓLNIE...
Jednak muszę powiedzieć, że książka mnie nie zachwyciła. Jak już mówiłam, 7/10.
Tu macie fotkę:
Do zobaczenia w czwartek dokładnie o 17:00